Natomiast dziś włoże glowe do piekarnika, a wszystkie kieszenie napełnie kamieniami przywiezionymi z Ojcowa . Wejdę. Oddychne. Zanurze się.

Lekko przymyka drzwi za każdym razem kiedy chce przebrać bluzkę. Jej kształtne piersi, schowane w staniku w czarne grochy nie przyzwyczajone są do publiczności innej niż sama ona i lustro. Zawsze gdy próbuje zasnąć, zasłania lustro fioletowym pledem.
Przeładunki towaru z portu na statek, w blasku zmrożonego księżyca pośród biegających kotów, a nad nimi wiecznie białe i głośne ptaki hitchcocka. Ale to wszystko dzieje się nocą, a ona leży na smaym środku łóżka jak kłoda. Nieuzasadniony strach paraliżuje jej ruchy, chwilami boi się patrzeć.
Jej głowa przepełniona jest przesądami i zabobonami opowiedzianymi w dzieciństwie przez babcie kiedy to siedziały samotnie w jej drewnianym domu, kiedy padał deszcz, kiedy robiło się ciemno, a ona marzyła o powrocie do miasta. Kiedyś żyła w poczuciu że tylko na prowincji istnieją duchy i inne zmory, wierzyła że miasta są od nich wolne.
Była pewna że miasto to tylko ludzie, a ich dusze straszą i nękają na wsiach