Bo ja tak mam kochanie, że niektórym to ręki nie chce podać. Odpowiada mi moja zewnętrzna prezencja chama i buca, bo ja bucem jestem doszczętnie.
Dobitnie chce ci wyperswadować szereg superlatyw jakie snujesz na temat mojej osoby w swojej głowie. Przecież nie od dziś wiadomo że niektóre jednostki maja w zwyczaju splunąć za siebie, szturchając mnie szorstkimi, filcowymi plecami sezonowego przydziału braku szacunku.
To jestem właśnie ja, nie mam nawet swojego własnego psa, który miałby wzbudzić jakikolwiek respekt wobec mnie. Pies, kundel, zwierz, doberman, doktor wilczur czy pit bull który to by zawsze stał przy mnie, słuchałby mnie i załatwiałby się w wyznaczonym miejscu. No i nie mógłby regularnie śmierdzieć, jak to mają w zwyczaju zwierzęta tej rasy.
Sam dla siebie jestem najgorszym z psów. Brunatnym, mało rozgarniętym jamnikiem albo małym, wyszczekany kundlem o twarzy ratlerka. Sram gdzie popadnie, nawet nie zacieram śladów po swoich fekaliach. Uciekam i w świetnym nastroju udaje że nic nie zrobiłem. Jestem psem darmozjadem, który podkrada najwyższej klasy żywność z wystaw, straganów, stołów i parapetów. Nigdy żaden większy pies, o większej masie mięśni anabolicznych czy naturalnych nie pogryzł mnie. Obecnie jestem bezpański i na szczęście nie jestem zmuszony do odbywania psich walk, co to jeden ginie, a drugi zawodnik umorusany we krwi, sapiąc i ledwo zipiąc zostaje zwycięzcą, psim killerem wszechczasów.
Bo ja jestem z tych co nie pozwalają ci przejść spokojnie przez ulicę. Podbiegam, szczekam najgłośniej jak umiem, w końcu zaczynam gryźć twoją nogawkę, w planie mam ugryźć ci nogę, marze żeby cię zatrzymać, chce pozbawić cię nogi.