Empty? Empty. Głos Sylvii Plath jest jak majowy wiatr z lat dziewięćdziesiątych,
przy parkowej cukierni w niedzielne popołudnia, która obecnie utrzymuje się dzięki problemom alkoholowym osiedlowej starszyzny.
Mój przepis na udany biszkopt swojego nastroju to ciągłe wyobrażanie sobie alternatywnych zdarzeń, wymarzonych spotkań i przede wszystkim ciekawych konsekwencji. Bo nawet kiedy leże na kocu mając po prawej stronie zalew zbudowany przez komunistów, a po lewej strumyk, drzewa zielone jak płyn do kąpieli, bażanty i nisko latające jaskółki to ciągle sobie wyobrażam że jestem bohaterem teledysku, ba! Filmu pełnometrażowego, oczywiście niszowego, europejskiego, opowiadającego o młodych, ambitnych i wrażliwych, którzy stoją przed ważnymi wyborami życiowymi. Finalnie wybierają niezależność, miesiące miodowe w Manchesterze i cienkie krawaty. Niestety, moje życiowe wybory kończą się na problemie wyboru marki piwa.

Do pełnego apogeum pogrążania się w swojej chorej wyobraźni niezbędny jest przenośny odtwarzacz Cd, (bo mp3 nie jest oldskulowy), fajnie jeśli nosisz go na zewnętrznej części spodni, będziesz wyglądał/a jak Dolores z the Cranberries albo Jenifer Lopez w niektórych teledyskach.
Wskazane jest spacerowanie po przedmieściach, no chyba że się boisz takich miejsc, pójdź wtedy w jakąś część robotniczą, fabryczną- będziesz wtedy jak Bruce Springsteen w „streets of philadelphia”. Najfajniej i najbardziej „kozacko” jest po zmroku, koniecznie gdzieś w centrum, w oddali powinny być jakieś nocne kluby, samochody no i neony, ta pretensjonalna kolorystyka „miasta nocą”. Możesz być wstawiony, ale nie pijany. Wtedy bardziej wczujesz się w rolę, spaceruj swobodnie, nie obawiaj się o bezpieczeństwo, dobrze jeśli kopiesz poniewierające się gazety po chodnikach- wtedy jesteś jak Skin ze Skunk Anansie.
Jeżeli posiadasz naturę buntownika, nie wahaj się tylko wskakuj na najbardziej zatłoczoną ulicę i idź przed siebie. Nie zważaj na nikogo. Potrącaj kobiety, dzieci, staruszki, bezdomnych i rannych. Wskazane jest patrzenie przed siebie, nie garb się! Możesz sobie coś śpiewać żeby dodać sobie otuchy, wtedy efekt gwarantowany- zostaniesz Richardem Ashcroftem z „bittersweet symphony”.

a tu krotki kurs i kroki>