No i jest już po. Prawie. Wszelkie przewidywane kataklizmy, armagedony, spadające meteoryty i korony cierniowe okazały się zwykłymi punktami w kalendarzu ściennym.
I tak ot co przeleciały mi przed oczyma klatki na taśmie filmowej zatytułowane: dyplom, matura, egzaminy. Oczywiście, moja zbyt wyobraźnia stała się zbyt wybujała. Otóż nie było paczek nerwowych papierosów dziennie, skrętów kiszek, porannych biegunek ani bezsenności. Nic z tych rzeczy. Był luz i umiarkowany spokój, a raczej czysta ambiwalencja.
Znając na pamięć rozkoszne opowieści licznych absolwentów, ludzi doświadczonych, ogólnie weteranów i znawców życia jak to ten maj i czerwiec to okropne chwile. Chcąc czy nie przygotowałem się do myśli że teraz jestem już dorosły i wkraczam w prawdziwe życie. Bez matki, bez ojca, nareszcie sam do końca. A tu dupa, wielki kloc i dalej jestem sympatycznym nastolatkiem. Ciekaw jestem kiedy wreszcie te pozornie przydatne i ważne opowieści, rady okażą się słuszne. Czas na morał. A więc moim zdaniem, uważam iż, myślę że wkroczę w tą bramę dojrzałości i odpowiedzialności w momencie gdy żaden taki komunikat od osób postronnych nie nadejdzie. O!. Jest banalnie więc dodam że nawet świadectwo dojrzałości z ładnymi wynikami wydaję się być jakimś żartem. Miało być ładniej. Proszę pani, ale ja się uczyłem!