W Internecie mam ponad trzysta przyjaciół, a dziś zmieniło się moje miejsce zamieszkania. Podświetlany zabawkowy globus został obrócony przez dziecinną dłoń i tak o to pisze z samego środka Amazonii, dżungli, ogólnie tropików. Beata Pawlikowska, Wojciech Cejrowski, Discovery Chanel i pseudo murzyńskie maski na ciepłych ścianach polskich globtroterów. Siedzę na twardej ławce w parku. Idąc do niego, mieliśmy nadzieje na jakąś temperaturową ulgę. Niestety nie dla nas lody dla ochłody, zamiast upragnionej ochłody- pod nogi ciężkie kłody. Chuda noga na chuda nogę i na godzinę zamieniam się w niedzielnego emeryta w za małej czapce z daszkiem, za dużym brzuchem, zbyt chudymi nogami i z listą chorób długą jak paragon po miesięcznych zakupach w Tesco. Obserwuję jak wilczur choć nie szczekam, nie warczę na nikogo. Dokładnie lustruje wzrokiem od obcasa do kolczyka, od nogawki do grzywki. Spuszczam ciężką i zakurzona zasłonę milczenia na lustrowane przeze mnie osoby. Kiedy są w oddali, ja- bestia, zaczynam swą powinność. Ja wiem wszystko, a jak nie zupełnie to mój kompan wie na pewno. Każdego znamy, najlepiej tych, których pierwszy raz widzimy. Taki z nas dwuosobowy zgrany team. W głowach kartoteki i teczki SB, konta bankowe, wezwania sądowe, mandaty, alimenty, listy, przesyłki polecone, pamiętniczki, blogaski i wiadomości tekstowe. Ha, jak to dobrze wszystko mieć w głowie. To chłop czy baba? Na pewno pedał. Ta, to stara panna. Zawsze była jakaś dziwna, nikt ej nigdy nie chciał. On, nie widuje się z dzieckiem, a alimentów nie płaci od roku. W mojej dżungli jest tak fajnie, bo ja jestem królem lwem i tarzanem w jednym. Reszta to same głupie zwierzaki: biegające małpy i wielkie robaki.