Wszystko zdarzyło się rok temu. Każda nasza rozmowa dotyczy wspomnień. A pamiętasz to, tamto jego i ją, jak niszczyliśmy nauczycieli i piliśmy tanie wina. Mocny ból gardła burzy spokój mojego ducha i ciała. Moje obecne problemy to przełykanie śliny i wszelakich płynów i pokarmów. Wstyd się przyznać, ale w głębi duszy to poszedłbym w poniedziałek w tym pospolitym marszu strojów galowych.

Zgniatam gąbkę do mycia pod taflą wody w mojej wannie. Zgodnie z moją osobistą tradycją wyobrażam sobie rozmaite sytuacje które mogą nastąpić właśnie teraz, kiedy używam kąpieli. A wokół mnie para i zapach płynu tropikalnego. Na przykład jakiś złoczyńca łasy na złoto mojej mamy, kino domowe bądź moje życie. Umrzeć w wannie, poetycko zanurzyć się pod taflą ciepłej substancji. Wszystko ładnie i estetycznie pod warunkiem że się nie krwawi. Wtedy będzie już groteska, makabra i japoński horror. Dodatkowym argumentem na nie, wanny pełnej krwi jest fakt iż musiano by dokładnie czyścić moje zwłoki. Ja jednak głosuje za opcją romantyczną, niczym z teledysku Kylie Minouqe z Nickiem Cavem. Tam to dopiero był kunszt! Martwa piękność spoczywająca w szuwarach.

Kolejne kroki są nieznośnie głośne. Klatka schodowa zyskała akustykę Sali koncertowej w filharmonii. W głowie mam akwarium, a w nim złote welonki, glonojada i hałasujący filtr, wypuszczający tysiące bąbelków. Głowę nafaszerowaną mam złotymi myślami. Są tak szlachetne i unikalne, że zaświecam lampkę nocną i zapisuje je na ścianie